Esencjonalny krem na noc & Regenerujący krem pod oczy Opuntica, Ava Laboratorium-recenzja #124

Esencjonalny krem na noc & Regenerujący krem pod oczy Opuntica, Ava Laboratorium-recenzja #124

Witajcie! 

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dwóch kremów marki Ava, o których planowałam wpis już jakiś czas temu i sama nie wiem dlaczego nie pojawił się on wcześniej... Nie przedłużając zapraszam Was na recenzję kremu na noc i pod oczy. Oba produkty właśnie dobijają denka, więc niedługo zobaczycie je i tam :). 

Dzisiejsi "bohaterowie" recenzji:

Obietnice producenta (krem na noc):
Skuteczne działanie przeciwzmarszczkowe kremu na noc zapewnia bogata mieszanka wyjątkowo aktywnych składników-organicznej opuncji figowej z ciekłokrystalicznymi ceramidami oraz masłem aloesowym. Odżywiają i napinają skórę, przyspieszają jej regenerację. Ekstrakt z opuncji, ze względu na silne właściwości ujędrniające, spowalnia procesy starzenia skóry, wygładza zmarszki, poprawia elastyczność i nawilżenie. W połączeniu z roślinnymi ceramidami przywraca fizjologiczne funkcje komórek naskórka oraz wzmacnia jego barierę lipidową. Składniki te stymulują wzrost komórek i ich regenerację podczas snu. Po przebudzeniu skóra wygląda młodziej- jest gładka, jędrna i odżywiona. 

Sposób użycia:
Codziennie wieczorem nanieść krem na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, delikatnie masując. Pozostawić do wchłonięcia. 

Skład:
Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Glycerin, Isopropyl Myristate, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Buter, Ceteareth-20, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Sodium PCA, Phospholipids, Opuntia Ficus-Indica Steam Extract, Sphingolipids, Ascorbyl Palmitate, Ceteareth-12, Cetyl Palmitate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin, Tocopherol, Disodium Hydrogenorthophosphate Dihydrate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Geraniol, CI 75815. 

Moja opinia:
Esencjonalny krem na noc zamknięty jest w plastikowym słoiczku z zakrętką o pojemności 50 ml. Zabezpieczony jest dodatkowo w sreberko i zapakowany w kartonik gdzie znajdziemy m.in. skład i obietnice producenta. Konsystencja treściwa, ale przy kontakcie ze skórą staje się taka masełkowata i aplikuję się bez problemu. 
Krem wchłania się nieco dłużej niż standardowy krem do twarzy (ale mi to nie przeszkadza w końcu to wersja na noc a nie na dzień :)). Pozostawia na powierzchni delikatną warstwę ochronną nieco tłustawą przez co skóra nieco się błyszczy, ale mi w kremie na noc to nie przeszkadza co innego jeśli chodzi o krem na dzień. Rano moja skóra była nawilżona, gładka i miękka w dotyku. Na szczęście nie zauważyłam aby podrażnił czy zapchał moją skórę. Co do wygładzenia zmarszczek się nie wypowiem bo aż tak widocznych jeszcze nie mam. Zauważyłam za to, że przy regularnym stosowaniu moje rozszerzone pory delikatnie się zminimalizowały. Zapach delikatny kwiatowo-ziołowy delikatnie cytrusowy, więc nie każdemu przypadnie do gustu (Ja niestety zaliczam się do tej grupy). 
Cena: około 20 zł/Dostępność: np. Perfumesco.
*Na stronie Ava-kosmetyki w cenie 33, 49 zł. 

Obietnice producenta (krem pod oczy):
Gładka skóra w okolicach oczu to rezultat zastosowania niezwykle aktywnych składników kremu na bazie ekstraktu z opuncji figowej. Organiczny ekstrakt skutecznie nawilża, wygładza zmarszczki i przyspiesza regenerację skóry. Formuła wzbogacona w ekstrakt ze świetlika lekarskiego i pantenolu łagodzi podrażnienia i zaczerwienia delikatnej skóry pod oczami, zmniejsza opuchliznę. W połączeniu z masłem aloesowym wzmacnia barierę lipidową naskórka, stymuluje odnowę komórkową. Pozostawia skórę gładką, odpowiednio nawilżoną, elastyczną i odświeżoną. 

Sposób użycia:
Codziennie rano i wieczorem nanieść krem na oczyszczoną skórę wokół oczu delikatnie wklepując opuszkiem palca. Pozostawić do wchłonięcia. Zachować odstęp od worka spojówkowego.

Skład:
Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Polyglyceryl-6 Palmitate/Succinate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate/Caprate, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Cocos Nucifera Oil, Opuntia Ficus-Indica Stem Extract, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Olus Oil, Tocopherol, Phenoxyethanol, Ethylhexyglycerin, Disodium EDTA, Citric Acid, Disodium Hydrogenorthophoshate Dihydrate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Geraniol, CI 75815. 

Moja opinia: 
Regenerujący krem pod oczy zamknięty jest w plastikowym słoiczku z zakrętką o pojemności 30 ml. Zabezpieczony jest dodatkowo w sreberko i zapakowany w kartonik gdzie znajdziemy m.in. skład jak i obietnice producenta. Konsystencja o dziwo treściwsza i gęstsza niż kremu na noc, która po kontakcie ze skórą sunie po niej jak masełko.
Zapach delikatny kwiatowo-ziołowy podobny jak w kremie na noc, ale mniej intensywny. Pomimo swojej bogatej konsystencji nie zauważyłam aby obciążał delikatną skórę pod oczami. Jest bardzo wydajny. W miarę szybko się wchłania. Po użyciu widać wyraźnie nawilżenie, odżywienie i wygładzenie. Niestety nie zauważyłam aby cienie pod oczami czy opuchlizną chociaż trochę zmalały. Nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie nawet po dostaniu się do oka. Zdarzało mu się, że nie dogadywał się ze wszystkimi korektorami przez co wolałam go stosować na noc :) Nie pozostawiał tłustej warstwy tylko taką delikatną warstwę ochronną. Mój faworyt na jesień/zimę :) Wiosną i latem preferuję lżejsze konsystencje. 
Cena: około 20 zł/Dostępność: np. Perfumesco
*Na stronie Ava-kosmetyki w cenie 27 zł co przy pojemności 30 ml wydaje mi się być całkiem rozsądną ceną :). 
Podsumowując oba kremy dobrze się u mnie spisały, ale moje serce zdecydowanie skradł regenerujący krem pod oczy (treściwy, wydajny, zapewniający dobre nawilżenie, wygładzenie, odżywienie, brak tłustej warstwy, brak podrażnienia, uczulenia, dobra cena i polska marka czego chcieć więcej?). Do minusów mogę zaliczyć jedynie fakt, że nie zauważyłam aby cienie pod oczami czy opuchlizna chociaż trochę zmalały oraz to, że nie współpracował ze wszystkimi moimi korektorami do twarzy. No i zapach nie do końca mój zarówno jeśli chodzi o krem pod oczy jak i na noc. 

Znacie może te dwa kremy marki Ava Laboratorium? A może macie ochotę je wypróbować? 

Piszcie śmiało :)
Do następnego :*
Pozdrawiam,

Marzycielka 
BITWA: Łagodne micelarne szampony Pure Color & Pure Detox, Nivea-recenzja #123

BITWA: Łagodne micelarne szampony Pure Color & Pure Detox, Nivea-recenzja #123

Witajcie!

Postanowiłam w tym roku wrócić do serii wpisów, którą rozpoczęłam w 2016 roku czyli "Bitwa" dwóch podobnych produktów :). Mam nadzieję, że seria na nowo przypadnie Wam do gustu. Na pierwszy ogień wzięłam dwa łagodne micelarne szampony marki Nivea. Jeden z nich otrzymałam w paczce jako Przyjaciółka Nivea z kolei drugi kupiłam podczas zakupów w Drogerii Rossmann. Dlatego dzisiaj znajdziecie porównanie obu z nich. Przy okazji dowiecie się, który z nich okazał się u mnie hitem a który niestety kitem. Nie przedłużając zapraszam Was dalej bo oba z nich dobijają właśnie denka :)

Dzisiejsi "bohaterowie" recenzji: 

Obietnice producenta (Pure Color):
Kolor pełen energii. Gładkie i zdrowe włosy.
Micelarny szampon Nivea Pure Color do włosów farbowanych z octem malinowym oraz pielęgnującym olejkiem makadamia:
*Łagodnie oczyszcza i przeciwdziała blaknięciu koloru, 
*Chroni kolor włosów do 8 tygodniu, zachowując jego intensywność,
*Nawilża i wygładza włosy,
*Dobrze tolerowany przez skórę głowy, odpowiedni do codziennego stosowania.

Obietnice producenta (Pure Detox):
Ożywione, zdrowe i sprężyste włosy. Naturalna równowaga pH skóry głowy.
Micelarny szampon detoksykujący Nivea Pure Detox z organiczną zieloną herbatą i limonką:
*Przywraca włosom i skórze głowy ich naturalną równowagę pH,
*Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i pozostałości kosmetyków,
*Ożywia i nawilża włosy,
*Dobrze tolerowany przez skórę głowy, odpowiedni do codziennego stosowania. 

Sposób użycia:
Wmasuj w mokre włosy i skórę głowy tworząc pianę, następnie dokładnie spłucz. 

Skład (Pure Color):
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Benzophenone-4, Polyquaternium-10, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Linalool, Geraniol, Benzyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone.

Skład (Pure Detox):
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Betaine, Sodium Chloride, Camellia Sinensis Leaf Extract, Citrus Aurantifolia Juice, Benzophenone-4, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquaternium-10, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Linalool, Geraniol, Citronellol, Limonene.

Moja opinia: 
Oba szampony zamknięte są w plastikowe butelki z zamknięciem typu klik o pojemności 400 ml. Mają żelową bezbarwną konsystencję, którą ciężko uchwycić na zdjęciu. Oba dobrze się pienią (zasługa zapewne SLS w składzie).
Moja skóra głowy polubiła się zdecydowanie z wersją Pure Detox :), ponieważ pięknie pachnie, nie spowodowała łupieżu i nie wysuszyła skóry głowy co niestety spowodowała wersja Pure Color :(. Pure Detox dobrze oczyszcza, nie obciąża i delikatnie przedłuża świeżość włosów. 
Z kolei Pure Color w moim przypadku okazał się nieporozumieniem, włosy po użyciu były oklapnięte, niedomyte i bardzo szybko się przetłuszczały (pomimo dwukrotnego mycia) no i niestety malinowy zapach z delikatną nutką kremu Nivea nie przypadł mi do gustu. Oba szampony są bardzo wydajne. Nie zauważyłam przesuszenia włosów po użyciu obu z nich. Niestety nie zauważyłam przedłużenia trwałości koloru jeśli chodzi o Pure Color... Po użyciu zarówno jednej jak i drugiej wersji moje włosy delikatnie się plączą (dlatego bez odżywki/maski się nie obędzie). Zapachy są delikatnie wyczuwalne przez jakiś czas na włosach. Po Pure Detox włosy są delikatnie odbite od nasady. Dlatego Ja na pewno wrócę w przyszłości do Pure Detox a wersję Pure Color będę omijać bo na moich cienkich, długich i rozjaśnianych włosach (obecnie wracam do swoich naturalnych) okazał się klapą :(. Od razu Was uprzedzę nie myje swoich włosów codziennie tylko co 2-3 dni, więc nie wiem jak sprawdziłyby się przy codziennym myciu. Nie wiem kiedy kupię ponownie Pure Detox bo jak dobrze wiecie lubię zmieniać szampony do włosów i testować nowości :) 
Cena: około 18 zł (na promocji nawet za 12 zł)/Dostępność: np. Rossmann. 

Podsumowując nie polecam Wam żadnej konkretnej wersji, ponieważ każdy z nas ma inne włosy i preferencje. To co nie sprawdziło się na moich włosach na waszych może okazać się hitem. Moje włosy polubiły wersję zieloną, ale Wasze mogą się polubić z wersją czerwoną :). 

Znacie łagodne szampony micelarne marki Nivea? A może macie swoje ulubione łagodne szampony? 

Piszcie śmiało :)
Do następnego :*
Pozdrawiam, 

Marzycielka 
Oczyszczająca pianka micelarna, Nawilżający, jasny krem BB & Nawilżająco hydro-maska, Topestetic-recenzja #122| Piękna i zdrowa skóra :)

Oczyszczająca pianka micelarna, Nawilżający, jasny krem BB & Nawilżająco hydro-maska, Topestetic-recenzja #122| Piękna i zdrowa skóra :)

Witajcie!

Powoli moje małe zawirowania domowo-zawodowe idą w zapomnienie, więc będę miała  więcej czasu na regularne wpisy. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z moim małym zamówieniem ze sklepu Topestetic, o którym Wam już jakiś czas temu wspominałam na Insta Story :). Jesteście ciekawi jak trio marki Jowae  wypadło na mojej kapryśnej mieszanej skórze? TAK! To zapraszam Was serdecznie dalej :)


Dzisiejsi "bohaterowie" recenzji:

Obietnice producenta (pianka micelarna):
"Micellar Foaming Cleanser- Oczyszczająca pianka micelarna. Produkt o lekkiej, pieniącej się formule, który skutecznie oczyszcza zanieczyszczenia oraz makijaż, a przy tym jest dla cery niezwykle delikatny. Nie zawiera mydła, dzięki czemu nie ma ryzyka podrażnienia oraz nie zaburza naturalnego pH naskórka. Peonia królewska dodatkowo nawilża, łagodzi oraz działa antybakteryjnie, przez co redukuje powstanie niedoskonałości. Cera w efekcie staje się czysta, pełna blasku i świeżości. Pianka może być również stosowana w okolicy oczu- została przebadana okulistyczne. Produkt zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego. 
Wskazania:
*każdy rodzaj cery (również wrażliwe),
*oczyszczanie twarzy i oczu,
*demakijaż,
*przywrócenie naturalnego pH naskórka,
*skłonność do niedoskonałości".

Sposób użycia:
Stosować rano i wieczorem na wilgotną twarz. Delikatnie masować do uzyskania piany. Spłukać obficie wodą.


Skład:
Aqua/Water/Eau, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Lauryl Glucoside, Glycerin, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum/Fragrance, Polyquaternium-10, Acacia Concinna Fruit Extract, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Salicylate, Sodium Benzoate, Sodium Phytate, Sorbate Acid, Gypsophila Paniculata Root Extract, Saponnis, Potassium Sorbate, Paeonia Officinalis Flower Extract, Sempervivum Tectorum Extract, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, 1442A.
*Antyoksydacyjne Lumifenole, królewska peonia, roślinna gliceryna i roślinne saponiny. 

Moja opinia:
Jak dobrze wiecie bardzo lubię pianki zarówno do mycia twarzy jak i ciała. Dlatego jak tylko do mnie dotarła od razu wzięłam ją w obroty. No i nie będę ukrywać jestem nią oczarowana. Pianka micelarna zamknięta jest w poręczną plastikową buteleczkę z pompką o pojemności 150 ml. Wydaje odpowiednią dozę produktu na umycie całej twarzy, szyi i dekoltu. W razie potrzeby możemy wycisnąć kolejną porcję. Konsystencja dosyć rzadka, delikatna, ale bardzo przyjemna w użytkowaniu. Co najważniejsze nie znika od razu po nałożeniu na twarz za co ma u mnie dużego plusa! 
Jeśli chodzi o zmywanie makijażu (przynajmniej w moim przypadku)  muszę umyć twarz dwa razy szczególnie jeśli chodzi o zmycie tuszu do rzęs bo z podkładem czy szminką dobrze sobie radzi. Dlatego po pewnym czasie zaczęłam jej używać jako drugi krok w demakijażu (najpierw używam olejku do demakijażu) do pozbycia się resztek makijażu. Stosuję ją również rano po przebudzeniu i wtedy pozostawia uczucie świeżości oraz orzeźwienia. Nie zauważyłam wysypu niedoskonałości, podrażnienia czy ściągnięcia skóry. Ma delikatny, kwiatowo-owocowy zapach. Można nią bez obaw myć również okolice oczu co przy moich wrażliwych powiekach jest na wagę złota! Co do nawilżenia się nie wypowiem, ale nie zauważyłam aby przesuszała moją mieszaną cerę. Skóra po użyciu jest czysta, miękka i gotowa na kolejne kroki pielęgnacyjne. A i wydajność oceniam średnio (przy regularnym użytkowaniu wystarczy nam na max. 1,5 miesiąca). Jedyną jej wadą jest średnia wydajność no i cena bo do działania nie mam żadnych zarzutów. 
Cena: 67,70 zł/Dostępność:  Topestetic.


Obietnice producenta (krem BB):
"Tinted Moisturizing Cream- Krem BB nawilżający (kolor jasny). Krem BB o właściwościach nawilżających z obecnymi naturalnymi pigmentami mineralnymi. Dyskretnie ujednolicają one koloryt naskórka. Dodatkowo antyoksydacyjne Lumifenole wraz z ekstraktem z alg gwarantują ochronę przed wpływem czynników zewnętrznych. Woda z kwiatu wiśni i roślinna gliceryna zapewniają nawilżenie i wygładzenie. Kosmetyk posiada kremową, aksamitną konsystencję przyjemną w aplikacji. Błyskawicznie stapia się z cerą, a dodatkowo otula delikatnym zapachem drzewa cedrowego, wody ziołowej i jaśminu. Skóra w efekcie zachwyca miękkością, odświeżeniem i wyrównanym kolorytem. Produkt zawiera 91% składników pochodzenia naturalnego.
Wskazania:
*każdy rodzaj cery,
*skóry wrażliwe,
*makijaż,
*wyrównanie kolorytu,
*niedostateczny poziom nawilżenia". 

Sposób użycia:
Nakładać codziennie rano niewielką ilość kremu, rozgrzewając wcześniej w dłoniach. Aplikować równomiernie ruchami wygładzającymi od środka twarzy na zewnątrz. 

Skład:
Aqua/Water/Eau, Glycerin, Isoamyl Laurate, CI 77891/ Titanium Dioxide, Isononyl Isononanoate, Arachidyl Alcohol, Propylene Glycol, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Magnesium Aluminium Silicate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Cetearyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Sodium Acrylates Copolymer, CI 77492/ Iron Oxides, Butyrospermum Parkii (Shea) Nut Extract, Hydroxyacetophenone, Nylon-6/12, Hydrogenated Polyisobutene, Arachidyl Glycoside, Parfum/Fragrance, 1,2- Hexanediol, Caprylyl Glycol, Phospholipids, Polyglyceryl-10 Stearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Citric Acid, Citric Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract, Mangiferia Indica (Mango) Fruit Extract, Passiflora Incarnata Fruit Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Psidium Guajava Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Hydrogenated Lecithin, Carrageenan, Glycolic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, CI 77499/Iron Oxides, Lactid Acid, Diethylhexyl Syringylidenemalonate, Sempervium Tectorum Extract Mandelic Acid, Sodium Benzoate, Prunus Serrulata Flower Extract, Caprylic/Capric Trihlyceride, Tocopherol. 
*Antyoksydacyjne Lumifenole, woda z kwiatu wiśni, algi, roślinna gliceryna, naturalne pigmenty mineralne.

Moja opinia:
Krem BB mieści się w poręcznej tubce o pojemności 30 ml. Dodatkowo zapakowany jest w kartonik. Mój odcień to Claire Light i jest w miarę jasny wpadający delikatnie w pomarańczowe tony. Na twarzy jakimś cudem stapia się i nie odcina jakoś mocno). Konsystencja kremowa, aksamitna, dobrze rozprowadza się na skórze zarówno palcami jak i gąbeczką (chociaż palcami zdecydowanie lepiej). Nie wysusza, nie zapycha, delikatnie nawilża, ale daje znikome krycie czyli bardzo delikatnie wyrównuje koloryt skóry. 
Zapach delikatny bardzo podobny do pianki micelarnej i czuć go jedynie podczas aplikacji. Na szczęście nie zauważyłam aby ciemniał na twarzy. Najlepiej nakładać dwie cienkie warstwy i utrwalić na sam koniec pudrem wtedy wytrzymuje bez zarzutu na twarzy praktycznie cały dzień! Niestety krem BB nie zawiera filtrów SPF :(. Nie zauważyłam aby podkreślał suche skórki czy zbierał się w zmarszczkach, ale bez utrwalenia pudrem ściera się praktycznie od razu... Dlatego mam do niego mieszane uczucia i sama do końca nie wiem co o nim myśleć. Na pewno będę go testować jeszcze i wtedy wydam werdykt ostateczny :).
Cena: 79,10 zł/Dostępność: Topestetic.

Obietnice producenta (hydro-maska):
"Replumping Water Mask- Nawilżająca hydro-maska. Maska intensywnie nawilżająca, łagodząca oraz wypełniająca. Dzięki zawartym antyoksydacyjnym Lumifenolom, wodzie z kwiatu wiśni oraz kompleksowi ekstraktów ze słodkich migdałów i siemienia lnianego zapewnia dogłębne nawodnienie cery, dając efekt wypełnienia i spłycenia zmarszczek. Dodatkowo nadaje cerze rozświetlenia i przywraca jej równowagę. Produkt zawiera 96% składników pochodzenia naturalnego. 
Wskazania:
*każdy rodzaj cery, w tym cery wrażliwe,
*cera szara, matowa, pozbawiona blasku,
*suchość,
*zmarszczki z odwodnienia".

Sposób użycia:
Aplikować 2 razy w tygodniu na twarz, nakładając grubszą warstwę. Pozostawić na 10 minut. Następnie nadmiar wmasować w skórę lub usunąć wacikiem kosmetycznym. 

Skład:
Aqua/Water/Eau,Glycerin, Diisopropyl Sebacate, Propanediol, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Carbomer, Alcohol, Tromethamine, Parfum.Fragrance, Chlorphenesin, Althae Officinalis Root Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Edta, Biosaccharide Gum-1, Prunus Serrulata Flower Extract, Xanthan Gum, Sempervivum Tectorum Extract, Glyceryl Caprylate, Sodium Anisate, Sodium Levulinate, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Citrate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Citric Acid, 1374B.
*Antyoksydacyjne Lumifenole, woda z kwiatu wiśni, kompleks ekstraktów ze słodkich migdałów i siemienia lnianego, roślinna gliceryna. 

Moja opinia: 
Nawilżająco hydro-maska zamknięta jest w pojemniczek o pojemności 50 ml, z którego bez problemu wydobędziemy zawartość. Dodatkowo zapakowana jest w kartonik. Konsystencja leciutka, żelowa taka galaretka, dodatkowo zabezpieczona jest sreberkiem. Zapach taki sam jak w przypadku pianki i kremu BB czyli delikatny kwiatowy. Aplikując ją na buzię czuję się od razu nawilżenie i ulgę bo maseczka daje taki jakby chłodzący efekt jak zimny kompres.
Ja nie stosuję jej na 10 minut tak jak zaleca producent tylko 2-3 razy w tygodniu zamiast kremu na noc. A rano moja skóra jest nawilżona, gładka i miękka w dotyku. O dziwo jest bardzo wydajna pomimo tego, że nakładam jej całkiem sporo. Nie zauważyłam aby mnie podrażniała czy zapychała (ale po dłuższym użytkowaniu na pewno dam Wam znać!). Pozostawia na twarzy taki delikatny film, który delikatnie się lepi. To taka jakby warstwa ochronna. Dzięki niej pozbyłam się suchych skórek :) 
Co do wypełnienia i spłycenia zmarszczek się nie wypowiem, ale podsumuję ją na pewno w denku bo dam ją do wypróbowania teściowej! Ja jestem zadowolona jakie daje mojej nawilżonej cerze, ale sama nie wiem czy do niej wrócę :) Z chęcią wypróbowałabym wersję oczyszczającą i rozjaśniającą. 
Cena:69,40 zł /Dostępność: Topestetic.

Podsumowając z całego trio najbardziej polubiłam oczyszczająca piankę micelarną,z której jestem naprawdę zadowolona i z czystym sumieniem Wam ją polecam. Na drugim miejscu umieściłabym nawilżająco hydro-maskę. Z kolei najmniej do gustu przypadł mi nawilżający krem BB bo mam do niego mieszane uczucia i sama nie wiem co o nim sądzić :).

Topestetic to sklep przede wszystkim z dermokosmetykami. Znajdziecie w nim przeróżne marki kosmetyków do pielęgnacji twarzy, włosów jak i ciała, które są dostępne stacjonarnie jak i te z wyższej półki cenowej. Myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie bo wybór jest naprawdę ogromny. Do każdego zamówienia dodawane są próbki i prezenty (moje zobaczycie powyżej) :). Zarówno wysyłka jak i zwrot są zawsze darmowe. Jest również możliwość skorzystania z konsultacji kosmetologicznej, która pomoże nam dobrać produkty adekwatne do naszych potrzeb i mamy do wyboru czat, rozmowę telefoniczną czy tak jak w moim przypadku mail :) Dlatego jeśli nie słyszałyście o tym sklepie to w wolnej chwili zajrzycie jeśli macie na to ochotę! :)

Znacie sklep Topestetic? Miałyście może do czynienia z marką Jowae? 

Piszcie śmiało :)
Do następnego :*
Pozdrawiam,

Marzycielka



Hity i kity miesiąca Grudzień & Styczeń 2019/2020- filmy, seriale, muzyka i książki| Przegląd kulturalny

Hity i kity miesiąca Grudzień & Styczeń 2019/2020- filmy, seriale, muzyka i książki| Przegląd kulturalny

Witajcie!

Po dłuższej (przymusowej z braku czasu :() przerwie wracam do Was z regularnymi (mam taką nadzieję!) postami i na pierwszy ogień przychodzę do Was z Podsumowaniem kulturalnym ostatnich dwóch miesięcy. Jesteście ciekawi co udało mi się obejrzeć, przeczytać i przesłuchać? TAK! To zapraszam Was serdecznie dalej :)

P.S. Ostatnio zamiast "marnować" (<dystans>) czas na filmy i seriale wzięłam się za czytanie książek na platformie Legimi  :) Dlatego znajdziecie w tym zestawieniu bardzo mało filmów i o dziwo żadnego serialu! Mam nadzieję, że coś z moich propozycji Wam się spodoba :). 




Muzyka: 

Tini "Sueltate El Pelo"

Daria Zawiałow "Punk Fu!"

Sanah "Szampan"

Tymek... "Anioły i demony"

Viki Gabor & Kayah "Ramię w ramię"

Baranowski "Czułe miejsce"

Tini & Mau & Ricky "Recuerdo"

Dayanara "Me lo crei"

Adam Kubera "Tak jak jest"


Filmy:

Impostor 
Sarah przeprowadza się ze swoim synkiem do domu na wsi. Pewnej nocy Chris znika, a kiedy się odnajduje, kobieta zaczyna podejrzewać, że chłopiec, który wrócił, może wcale nie być jej synem.

Film  jest nawet ok, ale do horroru z prawdziwego zdarzenia mu daleko (oj daleko)... Jest bardzo dużo niedopowiedzeń na które musimy odpowiedzieć sobie sami...Owszem jest parę momentów, które trzymają widza w napięciu, ale Ja liczyłam na coś Wow i niestety się przeliczyłam :( Jeśli ktoś lubi mocne kino grozy to tutaj go nie odnajdzie... Mnie mocno wynudził  i tylko z braku laku podczas innych czynności dotrwałam do końca. Oceniam na zaledwie 5! Film miał mocny potencjał, ale niestety niewykorzystany do końca... 

Nie oddychaj
Kilkoro nastolatków próbuje okraść niewidomego mężczyznę.

Kolejny film ze zmarnowanym potencjałem :(. Nie nazwałabym go thrillerem trzymającym w napięciu... bardzo mi się dłużył i sama nie wiem jakim cudem dotrwałam do końca. Kto normalny zamiast pójść do pracy decyduję się okraść niewidomego mężczyznę i to w dodatku byłego żołnierza mającego za psa przewodnika wściekłego rottweilera?? Chyba tylko osoby niezbyt rozumne :P i nie wiem jak Wy, ale Ja czekałam na moment aż się wszyscy pozabijają nawzajem :D. Mi nie podobał się ani początek ani zakończenie...Szkoda czasu. Oceniam na zaledwie 4! 

Kobiety mafii 
Po objęciu władzy nad stolicą "Niania" wraz z gangiem postanawia wprowadzić do kraju narkotyki.








Kobiety mafii 2
Bela, była funkcjonariuszka policji, dostaje od ABW zadanie rozpracowania szajki przestępczej handlującej narkotykami. Aby jej misja się powiodła, musi rozpocząć współpracę z mafią.

Kolejne filmy, które okazały się kompletną pomyłką... Podobno człowiek uczy się na błędach, więc sama nie wiem co mnie podkusiło aby obejrzeć kolejne produkcje Vegi... Nawet nie będę ich komentować zbytnio bo tu nie ma czego... Totalne dna i kilo mułu... Oceniam na 2!!! Strata czasu! Jak Ja się cieszę, że nie dałam się namówić mężowi aby wybrać się na to do kina... A z tego co widziałam Vega planuje kolejną część... Trzymajcie mnie (bo nie wytrzymam :P). Chociaż mąż mnie chce obejrzeć niebawem "Politykę" :D. 

Cudowny chłopak
Auggie od urodzenia ma zdeformowaną twarz. W nowej szkole chłopiec chce udowodnić rówieśnikom, że piękno to więcej niż wygląd.

Nie będę ukrywać jest to najlepszy film jaki miałam okazję ostatnio oglądać i polecam go każdemu! Piękna niesamowita (i niestety niezbyt realna historia w polskiej szkole) historia cudownego chłopca <3 Z pewnością pozostanie w mojej pamięci na długo. Moim zdaniem przypadnie do gustu każdemu i tym małym i tym dużym :) Oceniam na mocne 9! P.S. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej do gustu z bohaterów przypadła mi starsza siostra, dzięki której poznajemy tą historię także z jej perspektywy :). 


Dlaczego on?
Ojciec zabiera rodzinę na Boże Narodzenie do córki i zaczyna konkurować z jej chłopakiem. 

Sama do końca nie wiem na co Ja liczyłam oglądając ten film... żeby wytrwać do samego końca trzeba mieć naprawdę "depresyjny humor" aby cokolwiek mogło nas w tym filmie naprawdę rozbawić! Komedia naprawdę mega specyficzna i mi nie przypadła do gustu :/ Zdecydowanie wolę m.in. "Rodzinne rewolucje" :) Oceniam zaledwie na 4! Jeśli liczycie na ambitne kino to ta produkcja zdecydowanie Was zawiedzie.... Nadaje się jedynie z braku laku w tle podczas robienia innych czynności  :P Taka "głupkowata" niezbyt zabawna (i udana) komedia... 



Książę na Gwiazdkę 
Ucząca się na Manhattanie Samantha jak co roku na Święta jedzie  do rodzinnego miasteczka w Wyoming. Tym razem w wyprawie towarzyszy jej chłopak, Alex. Kiedy się okaże, że Alex jest księciem i głównym pretendentem do tronu, świat Samanthy stanie na głowie. 

Mało znana propozycja a szkoda! Owszem fabuła przypomina nieco serię Netflixa czyli "Świąteczny Książę", ale to nieco inna ekranizacja! Moim zdaniem lepsza :) Duży plus za to, że tym razem książę a nie główna aktorka musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości! No i bardzo ciepli rodzice Samanthy (na sam ich widok uśmiech pojawiał się na twarzy) i widoki zachęcają do obejrzenia! Fabuła jak w większości świątecznych filmów bardzo przewidywalna! Żałuję bardzo, że nie powstała kontynuacja. Moją opinię o tym filmie podziela Monika. Oceniam na mocne 9!

Historia Kopciuszka: Świąteczne życzenie 
Kat naprawdę potrzebuje świątecznego cudu. Początkująca piosenkarka i autorka tekstów może mieć wielkie marzenia, ale ma jeszcze większe problemy. Traktowana jak służąca przez próżną macochę i siostry przyrodnie, Kat zostaje zmuszona do niewdzięcznej pracy jako śpiewający elf w Santa Land miliardera Terrence Wintergarden. Ale w pracy jest jeden jasny punkt: Nick, przystojny nowy Święty Mikołaj. Gdy Kat zostaje zaproszona na prestiżową galę świąteczną Wintergarden, jej przybrana rodzina jest zdeterminowana, aby uniemożliwić jej udział w gali i wykraść zaproszenie. Czy uważny pies, lojalny przyjaciel i odrobina świątecznej magii mogą zmienić sytuację Kat?

Wiecie, że bardzo lubię historię "Kopciuszka" dlatego skusiłam się na świąteczną odsłonę Netflixa i zawiodłam się bo już dawno tak przesłodzonej historii nie oglądałam :) Dlatego jak ktoś ma iście "depresyjny humor" to z braku laku może obejrzeć bo w innym przypadku szkoda czasu na niego... Oceniam na 5! 




Świąteczny książę: Królewskie dziecko
Aldovia dostaje pod choinkę cudowny prezent - królewskie dziecko. Królowa Amber musi jednak odnaleźć zawieruszony traktat pokojowy, by ocalić rodzinę i całe królestwo.

O poprzednich 2 częściach wspominałam Wam już na moim blogu... Dlatego zdecydowałam się na obejrzenie kolejnej części, na której nieco się zawiodłam. Bardzo mocno przewidywalny i momentami bardzo nudny... Jedynie widoki Aldovii ratowały ten film... Liczyłam na coś przyjemnego, świątecznego jak w przypadku poprzednich części i nieco się zawiodłam. Oceniam na słabe 7! Film bardzo bardzo powoli się rozkręca a jak już się rozkręci to się niestety kończy... 

Kraina lodu 2
Elsa i Anna wraz z przyjaciółmi udają się do Zaczarowanego Lasu w poszukiwaniu pomocy dla swego Królestwa.

Stosunkowy nowy film!. 2 część przygód Elsy, Anny i bałwana Olafa :) Jest to pełna ciepła historia o miłości, przyjaźni, siostrzanych relacji i poszukiwaniu własnego Ja :P. Zdecydowanie na duży plus zasługują tutaj efekty specjalne bo sama fabuła bardzo podobna do 1 części :) Ja się na tą bajkę wybrałam z mężem i jego bratem (O dziwo sami chcieli na nią iść :D czym byłam szczerze zaskoczona!). A drugi szok dla mnie to fakt, że im się bardziej podobała ta bajka niż mi :P. Jeśli oglądaliście 1 część (i podobała Wam się) to z pewnością 2 część również przypadnie Wam do gustu. Ja oceniam całość na 8 :). Niestety oceniam ją trochę niżej  w porównaniu do 1 części, której daje 10! W 2 części od samego początku wiemy jak historia dalej się potoczy :D. 


Książki:

Świąteczne drzewko życzeń
Pokrzepiająca opowieść o marzeniach i drugich szansach, które pomogą ocalić niejedno skrzywdzone serce
Kiedy Jenna adoptowała Reillego, postanowiła, że zrobi wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Małe górskie miasteczko wydaje się być idealną kryjówką przed przeszłością oraz doskonałym miejscem do spędzenia magicznych świąt. Jenna nie może jednak spełnić najważniejszego świątecznego życzenia syna, który marzy o tatusiu.

W Wigilię rezolutny chłopiec dzwoni pod numer, który jego zdaniem należy do Mikołaja. Po drugiej stronie słuchawki trafia na Devina, który szybko wczuwa się w nową rolę i zaprzyjaźnia z chłopcem. Kiedy przystojny Święty Mikołaj odkrywa tajemnicę Jenny, oferuje jej pomoc.

Czy mężczyzna może spełnić ich świąteczne życzenia?


Jedna z dwóch świątecznych książek, które miałam okazję przeczytać w grudniu. Piękna, pełna ciepła i magii historia <3 Nie jest to typowy romans bo jest wiele pobocznych wątków m.in. stalker, rozmowy telefoniczne ze "Św. Mikołajem" i niesamowita więź pomiędzy Jenna a jej adoptowanym synem :) Przy okazji wyobraziłam sobie to niesamowite górskie miasteczko, w którym rozgrywa się większość tej historii (eh aż chciałoby się tam być teraz :))... Przy okazji sami mi chyba przyznacie rację, że okładka tej książki jest iście magiczna! Lekka i przyjemna historia na długi zimowy wieczór. Jedyną jej wadą są zawiłe relacje rodzinno-sąsiedzkie bo ciężko się połapać kto z kim jest spokrewniony... Ja jestem zdecydowanie na TAK! i szczerze Wam ją polecam :) Ja sama mam w planach przeczytać "Pocałuj mnie wiosną".  Moja ocena to 9/10


Pocałunki w Nowym Jorku 
Na lotnisku w Nowym Jorku czuć przedświąteczną atmosferę. Wśród gorączkowej bieganiny trwają ostatnie odprawy. Nie wszystkim udziela się jednak radosne podniecenie…
Charlotta miała wrócić do domu po najgorszych miesiącach w swoim życiu, kiedy dowiedziała się, że z powodu śnieżycy jej lot został odwołany. Anthony właśnie zerwał z dziewczyną i teraz kompletnie nie ma ochoty siedzenie przy stole i mierzenie się z problemami rodzinnymi. Dwoje nastolatków wyrusza więc razem do miasta, żeby ukoić swoje złamane serce, ale przez przypadek rozdzielają się w metrze. Czy uda im się odnaleźć, zanim Charlotta na zawsze opuści Wielkie Jabłko, i czy magia świąt będzie sprzyjała magii serc?

Ta wzruszająca i zabawna historia spodoba się każdemu, kto potrafi wyobrazić sobie romans wśród wirujących płatków śniegu na szczycie Empire State Building i kto zastanawia się czasem, czy trzymając w ręku bilet lotniczy, można odnaleźć prawdziwą miłość.



Kolejna ciepła, ale niezbyt realna (i nieco przesłodzona) świąteczna historia. Jednak nie można jej odmówić tego, że cały czas się coś dzieje i czyta się ją z zapartym tchem (w tym momencie żałuję, że ta książka jest taka krótka). Główni bohaterowie dobrani idealnie <3 Po cichu liczę na to, że może pojawi się 2 część zwariowanej historii Charlotty, Anthoniego i Pomyłki. Zdecydowanie Wam ją polecam nie tylko na świąteczny wieczór :).  P.S. Czy tylko mi świąteczny czas w Nowym Jorku od razu kojarzy się z "Kevinem..." :) Oceniam ją na mocne 8! 

Coś do stracenia 
Mając dosyć bycia jedyną dziewicą wśród swoich przyjaciółek, Bliss Edwards decyduje, że najlepszym rozwiązaniem tego problem jest stracenie dziewictwa tak szybko i tak łatwo jak to tylko możliwe – szybki numerek. O jej planie można by rzecz wszystko, ale zdecydowanie nie, że jest prosty. Kiedy dziewczyna zaczyna wariować i zostawia przystojnego chłopaka samego i gołego w jego własnym łóżku używając wymówki, w którą nie uwierzyłby nawet półmózgowiec. I jakby już nie była zawstydzona do granic możliwości, to kiedy wraca do college’u na ostatni semestr studiów, poznaje swojego nowego nauczyciela sztuki, którego jakieś 8 godzin temu zostawiła rozebranego w łóżku…

Generalnie nie jest zła, ale czegoś mi w niej zabrakło... a może po prostu powoli "wyrastam" z takich książek. Taka typowa młodzieżówka przeplatana romansem pomiędzy uczennicą a nauczycielem... czyli tzw. zakazana miłość (chociaż nie do końca moim zdaniem, ponieważ są to dorośli ludzie!). Momentami mi się dłużyła a szkoda bo miała potencjał! Pisana lekkim piórem...przypomina mi nieco książki West czy Moseley :) Chwilami miałam takie deja vu, że kiedyś coś podobnego już czytałam... Jednym słowem historia do przeczytania i zapomnienia! Oceniam ją na 6!


Coś do ukrycia
Mackenzie „Max” Miller ma poważny problem. Jej rodzice wpadli właśnie z niezapowiedzianą wizytą do miasta i jeśli zobaczą jej tatuaże, piercing i ufarbowane na wściekłą czerwień włosy, nieludzko się wściekną. Gorzej – gdy spotkają również jej obecnego chłopaka, Mace’a, zapewne zdecydują się ją wydziedziczyć. Max wmówiła im, że spotyka się z sympatycznym i poukładanym gościem, którego poznała w bibliotece, a wytatuowany facet z tunelami w uszach ni diabła nie pasuje do tego opisu. Sytuacja jest katastrofalna. Jedyne wyjście to w ciągu trzech minut znaleźć kogoś, kto zgodzi się odegrać chłopaka z biblioteki.
Cade przeniósł się do Filadelfii by studiować na uniwersytecie Temple, ale nic nie układa się tak, jak sobie zaplanował. Wisienką na torcie są rychłe zaręczyny Bliss i Garricka. Gdy do stolika, przy którym siedzi przysiada się nagle dziwna dziewczyna z jeszcze dziwniejszą prośbą, Cade porzuca na chwilę zdrowy rozsądek i zgadza się na szaloną maskaradę. Szybko okazuje się, że to, co miało potrwać kwadrans, tak szybko się nie skończy. A im dłużej Max i Cade udają parę, tym trudniej im zachować pozory…



Nie wiem jak Wy, ale Ja bardzo lubię serie książkowe, które nawiązują i przedstawiają losy kolejnych bohaterów :) Dlatego sięgnęłam po kolejną część cyklu "Coś do stracenia" i powiem Wam szczerze podobała mi się bardziej niż pierwsza...Co w moim odczuciu zdarza się bardzo rzadko aby kolejne historie były lepsze od poprzednich :). A może po prostu spodobała mi się historia niezbyt grzecznej dziewczyny i pozornie ułożonego chłopaka! Któż to wie :) Czyta się ją bardzo szybko! Ja przeczytałam ją w zaledwie jeden wieczór. Moim zdaniem ta historia to nie jest typowy romans czy młodzieżówka, ponieważ losy naszych bohaterów niosą ze sobą bolesną przeszłość, z którą kiedyś musimy się zmierzyć...Czy Cade i Max odnajdą drogę do szczęścia? Tego dowiecie się sięgając po tą książkę. Zdecydowanie Wam ją polecam. Oceniam ją na mocne 8! 


Jednak mnie kochaj 
Kiedy Sage przyjeżdża na studia do Melview w Nevadzie, nie ma ani przyjaciół, ani pieniędzy, ani dachu nad głową. Jej konto świeci pustkami, więc śpi w samochodzie, jest zagubiona i niepewna jutra, ale jednocześnie z determinacją walczy o nowe życie. Na szczęście, wkrótce spotyka na swej drodze bratnią duszę. Sage i April szybko się zaprzyjaźniają. Istnieje jednak pewien problem – April ma brata, przystojnego amatora erotycznych podbojów, a Sage, z uwagi na swoją przeszłość, stara się trzymać jak najdalej od nieznanych mężczyzn. Stopniowo okazuje się jednak, że Luca to wrażliwy, zraniony człowiek, który podobnie jak ona potrzebuje prawdziwej bliskości.
Kiedy wydaje się już, że Sage odzyskuje radość życia, przeszłość jeszcze raz pokazuje swe złowrogie oblicze i powraca jak upiór podczas radosnych świątecznych dni…


Cieszę się, że sięgnęłam po tą książkę parę dni przed premierą 2 części bo nie wyobrażam sobie czekać praktycznie rok aby poznać dalsze losy bohaterów! (które mogły zostać zawarte w jednej części a zostały niepotrzebnie rozbite na dwie...). Pomimo tego książka wciągnęła mnie na maxa i czytałam ją z zapartym tchem. Ogromnym plusem tej historii są dobrze wykreowani główni bohaterowie! A minusem (przynajmniej moim zdaniem) są niepotrzebne i zbyt dokładne opisy intymnych zbliżeń naszych bohaterów... ale jak to mówią są gusta i guściki :). Z pewnością nie można jej nazwać typową młodzieżówką czy romansem, ponieważ ogromną rolę odgrywają tutaj niesamowite emocje Sage i Luki. Książka skłania niesamowicie do refleksji...Co Ja bym zrobiła gdybym znalazła się na miejscu Sage? Czy dałabym pokonać swoje lęki bądź tak dobrze je ukrywać przed światem? Sama do końca nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu... Jeśli lubicie takie poważniejsze historie przeplatane romansem to zdecydowanie polecam ten tytuł :). Oceniam ją na mocne 9! 



Tylko bądź przy mnie 
Drugi tom znakomitej powieści o problemach młodych ludzi, o tym, jak trauma i stres potrafią złamać najtwardsze charaktery. I o tym, że można znaleźć pomoc u innych i siłę w sobie, by pokonać koszmary z przeszłości.
Ona boi się miłości.

Ale jeszcze bardziej boi się, że straci tego chłopaka...

Z Luką Sage była szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu. Pokazał jej, co to znaczy ufać, żyć i kochać. Ale ciemna przeszłość Sage dopadła ją i zniszczyła wspólne szczęście.

Nawet po dramatycznym rozstaniu Sage nie może zapomnieć o Luce, bez względu na to, jak bardzo się stara. Każdego dnia odczuwa jego brak. Ale wtedy on pojawia się nagle u jej drzwi i prosi, by wróciła. Czy pomimo tego wszystkiego, co zaszło między nimi, mają szansę na nowy początek?

Druga część losów Sage i Luki, która swoją premierę miała całkiem niedawno... i która nieco mnie zawiodła! Owszem podobnie jak 1 część czytało się ją ekspresowo, ale niestety autorka pozostawiła (jak dla mnie) wiele niedopowiedzeń, o których nie chcę Wam zbytnio pisać aby nie spoilerować... Bohaterowie i emocje na najwyższym poziomie! Ja z pewnością pomimo kilku niedomówień w tej historii sięgnę po kolejne książki tej autorki. Przy okazji liczę na to, że autorka zdecyduje się na dalsze historii pozostałych bohaterów :). Przyznam szczerze, że ta seria to jedna z nielicznych, które zapadają głęboko w pamięć. Momentami bawi i doprowadza nas do łez...jak to mówią istny rollercoaster uczuć! Polecam zdecydowanie. Oceniam na mocne 8!


Lato koloru wiśni 
Lekkie love story utrzymane w konwencji romansu akademickiego. Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela...

Ta książka jest tak dobra, że z przyjemnością przeczytam ją jeszcze raz <3 Może fabuła nie jest jakaś ambitna (i nieco przewidywalna), ale cała historia ma w sobie coś takiego, że ciężko się od niej oderwać. Ja cieszę się, że zabrałam się za nią w piątek po pracy bo to był strzał w 10! Bohaterowie wykreowani idealnie tacy słodko-gorzcy :). Taka lekka i przyjemna historia z poczuciem humoru idealna na odstresowanie się. Z pewnością jedna z moich ulubionych książek tego roku. Dziwię się tylko, że dopiero niedawno po nią sięgnęłam bo od dawna byłam na mojej czytelniczej liście. Zdecydowanie jestem na TAK! Oceniam ją na mocne 9! 

Zima koloru turkusu
Emely jest kompletnie zdezorientowana. Dlaczego Elyas, mężczyzna o turkusowych oczach, zniknął właśnie wtedy, gdy zdecydowała się mu zaufać? Na szczęście wciąż może liczyć na swojego tajemniczego, internetowego wielbiciela... Ale czy w końcu dojdzie do ich spotkania?

Po przeczytaniu pierwszego tomu od razu sięgnęłam po 2 tom i nie zawiodłam się na nim. Owszem historia nadal przewidywalna, ale nie można się od niej oderwać! Uwierzcie mi na słowo cały weekend wyjęty z życia. Jedyny minusik za niedomówienia w zakończeniu :(. Czyta się ją lekko i przyjemnie podobnie jak 1 część. Szczerze Wam ją polecam :) Oceniam na 9! 




I to by było na tyle <3 Mam nadzieję, że coś znajdziecie dla siebie wśród moich propozycji. 


Znacie coś? Może polecicie mi coś ciekawego do przeczytania/obejrzenia? Chętnie poznam Wasze propozycje! 





Piszcie śmiało :)
Do następnego :*
Pozdrawiam,


Marzycielka